0

(Nie)śmiała i jej róż

„Na 100 kobiet aż 80 nie ma śmiałości rzucać się w oczy, bo się boją, co ludzie powiedzą. W rezultacie kupują sobie coś szarego. Kobiety powinny zdobyć się na odwagę i zacząć się wyróżniać” mówiła Elsa Schiaparelli – kobieta, która pokochała róż.

Dlaczego tak ważne są barwy?

Kolor to pewnego rodzaju środek przekazu, który wpływa nie tyle co na świadomość, ale przede wszystkim na naszą podświadomość, rzutując w konsekwencji na działanie. Odnosi się zatem do sfery pozaracjonalnej. Nasz mózg odbiera kolory w sposób emocjonalny. Żyjąc w kulturze obrazkowej nie jesteśmy w stanie odciąć się od zalewających nas zewsząd zdjęć, wizerunków, odzwierciedleń, perspektyw, wizji… Nie sposób zignorować obrazy. A jeśli obrazy to kolory.

Czy jak w cytacie Elsy lubisz „chować się” pod szarością? Szarość to kolor neutralny. Lubi oficjalne sytuacje, dyplomację i biznes. Może być uznawany za nudny. Potrafi być jednak świetnym tłem i bazą dla bardziej ożywionych dodatków czy większych elementów garderoby. Co ciekawe, w czasach średniowiecza wywoływał negatywne skojarzenia, a nawet wstręt. Pomijano go w sztuce. W symbolice chrześcijaństwa był wyrazem braku energii i siły, barwą przygnębiającą i tłumiącą światło.

A różowy?

Różowy to rozbielona wersja czerwieni. Z dzieciństwa przecież wiesz, że aby uzyskać róż należało wymieszać farbkę czerwoną z białą. Kolor ten symbolizuje delikatność, niewinność, słodycz, ale też optymizm, pozytywne nastawienie i opiekuńczość. Kojarzony jest z jednej strony ze zmysłowością i romantyzmem, z drugiej strony (zwłaszcza w nadmiarze i bardziej nasyconych odcieniach) z tandetą i infantylnością. Należy korzystać z niego rozsądnie. Szczególnie jeśli chodzi o twarz.

Róż jako kosmetyk posiada niesamowite właściwości. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najlepszym sposobem na odjęcie sobie lat oraz dodanie twarzy blasku. Magicznie „zmywa” szarość z naszej buzi. Cały sekret tkwi jednak w tym aby uzyskać zamierzony efekt, ale nie dać się na nim przyłapać UWAGA! Należy bardzo uważać przy twarzach mocno opalonych. Nieodpowiedni kolor różu, nałożony w nadmiarze, może wywołać efekt ziemistości. Przy mocnej opaleniźnie lepiej sprawdza się bronzer.

Wielu „wrażliwców” posiada naturalnie zaróżowioną skórę i zwykle nie lubią podkreślania policzków różem (na przykład ja). W takim wypadku idealnie sprawdzi się bronzer lub delikatne rozświetlenie na szczytach kości policzkowych. Jeśli natomiast chcemy nałożyć róż, dobrze jest w pierwszej kolejności skupić się na przykryciu zaczerwienionych miejsc za pomocą korektora i podkładu, a dopiero później na dodaniu koloru policzkom.

Jeśli Twoja twarz jest wąska, największa koncentracja koloru powinna znajdować się bliżej centralnej części twarzy. Jeśli Twoja twarz jest szersza, najwięcej koloru powinno znajdować się przy zewnętrznej partii twarzy.

U osób, u których skóra jest mniej elastyczna, idealnie sprawdzi się róż w kremie. Unikniemy efektu „pudrowości”, a skóra zyska świeży, promienny blask. Najlepiej nałożyć go palcami. Możemy chwilę poczekać, aż kosmetyk nieco rozpuści się pod wpływem naszego ciepła. Róż w kremie to również świetny wybór na lato, dla wszystkich.

Jeśli decydujemy się na nakładanie różu w kamieniu pędzlem, przed dotknięciem policzka, strząśnijmy jego nadmiar z włosia. Unikniemy w ten sposób ryzyka powstania plam. W myśl zasady: lepiej dołożyć, niż od razu nałożyć za dużo.

Szarość vs. róż – na który kolor zdecydujesz się jutro?

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *