Relacja z Ogólnopolskiego Konkursu dla Wizażystów „Bitwa na pędzle”

„Gratulacje!, Udało Ci się!” – usłyszałam tuż po ogłoszeniu wyników. Zaraz, zaraz. Udało mi się? Czyli co? Nie mam z tym nic wspólnego, bo to… kwestia przypadku? Szczęścia? Uda się, nie uda? Oooo nie. Nie mam zamiaru tak myśleć. Już nie. Na sukces trzeba ciężko zapracować i z mojego doświadczenia jest to jedyna słuszna droga, w parze z którą powinno iść jeszcze coś. Ale od początku…
Opowiedziałam już jak wyglądało moje niecodzienne zmaganie z wysyłką samego zgłoszenia na konkurs. Jeśli jeszcze tego nie widziałaś, zapraszam do krótkiej relacji, tu.

O zakwalifikowaniu dowiedziałam się na 2 tygodnie przed finałem. Zanim znalazłam modelkę i zanim umówiłyśmy się na pierwszą próbę minął tydzień. Przez cały następny ćwiczyłam na sobie główny element makijażu, koronę – rysunek w technice kredki. Uparcie, mimo potrzeby snu, zmęczenia, braku ochoty – ćwiczyłam. Próba generalna na modelce, z mierzeniem czasu, była tylko jedna. Pod koniec drugiego tygodnia zabrałam się za tworzenie elementów do makijażu. I tu się zaczyna… Wypróbowałam chyba wszystkie możliwe kleje, aby stworzyć coś, co będę mogła przykleić w całości na twarz modelki – bezskutecznie. Spędziłam 2 wieczory kombinując i rozmyślając, jak to ze sobą połączyć. Były łzy. Była wściekłość. Było rozczarowanie. Ale była też w tym wszystkim niezwykła determinacja i przekonanie, że w końcu znajdę sposób. I znalazłam. Dzień przed finałem 🙂 Do godziny 24 skrupulatnie sklejałam małe kryształki, aby przygotować elementy do makijażu. Łzy same cisnęły się do oczu, bo zmęczenie i presja czasu dały się we znaki. Na kilka dni przed finałem zrobiłam jeszcze jedną rzecz. Była to notatka z wymyślonym przeze mnie tekstem, który zamierzałam wrzucić jako post na Facebooku. Nie był to zwykły tekst – był to post mówiący o zwycięstwie. Wyobrażałam sobie, że już wygrałam i właśnie chwalę się Wam wygraną 🙂 Wiecie już pewnie co zrobiłam w sobotę, po finale? Skopiowałam notatkę i opublikowałam. Nie wiem czy taka wizualizacja wygranej pomogła, ale efekt jaki jest, każdy widzi.
Podczas samego finału, mimo fantastycznej atmosfery wokół, był lekki stres. Nie stresowałam się wynikiem, bo sam udział był dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Moim celem było zrobienie bardzo dobrej pracy i na tym byłam maksymalnie skupiona. Stres minął z momentem ogłoszenia wyników. Jury było jednogłośne (co, jak wspomniano, zdarza się bardzo rzadko), w kwestii wyłonienia zwycięzcy. Później już tylko łzy… szczęścia 🙂
A na koniec, z przymrużeniem oka zdanie, które kiedyś przeczytałam, i w moim przekonaniu, ma w sobie wiele prawdy: „Kobieta sukcesu musi wyglądać jak kobieta, myśleć jak mężczyzna, zachowywać się jak dama i pracować jak wół”. Niech pierwszy rzuci pędzlem ten kto się nie zgadza 🙂